Eternal Sonata (recenzja gry Xbox 360)

Wiele razy słyszałem od osób, które wyjeżdżały do Japonii, bądź mieli kontakt z jej mieszkańcami, iż Polacy najczęściej w Kraju Kwitnącej Wiśni są zagadywani o twórczość Fryderyka Chopina. Wynika z tego często bardzo wiele zabawnych sytuacji, bo nie każdy Polak jest kompetentny do dyskusji o dziełach wielkiego kompozytora. Tak czy siak, miłość Japończyków do rodzimego pianisty jest dalece większa niż w naszym ojczystym kraju. Kto by pomyślał, że twórcy gier uważają iż jest ona nadal zbyt mała? Tak właśnie powstała gra Eternal Sonata.

Fryderyk Chopin umiera w pałacu Vendôme. Tuż przy jego łożu śmierci zbierają się bliscy, by wraz z lekarzem czuwać nad nim. Po chwilach bólu i cierpienia twarz muzyka rozjaśnia się, wydając z siebie wyraz ukojenia i spokoju. Lekarz mówi, że ludzie czasami w takich chwilach śnią wszystkie swoje szczęśliwe chwile. Uwaga była uznana za niegrzeczną i medyk został natychmiast zmuszony do przeproszenia za nią. W istocie jednak, kompozytor faktycznie śnił. Został przeniesiony w fantastyczny świat, który miał być wytworem jego umysłu. Świat ów, okazał się jednak dla niego zbyt realistyczny – nasz bohater stracił w nim pewność, czy to co widzi jest realne – w której z rzeczywistości istnieje naprawdę.

Mała dziewczynka imieniem Polka (nomen omen), która zwykła często ubierać biało-czerwony strój, sprzedaje zioła lecznicze na rynku w kolorowym, nadmorskim mieście zwanym Ritardando. Niestety, interes nie idzie już tak jak dawniej, gdyż władca krainy, hrabia Forte w rzekomej trosce o swoich obywateli całkowicie zarzucił pobieranie podatków z lekarstw, których skład oparty jest na minerałach. Ogromna różnica ceny sprawiła, iż biedna Polka żyje teraz na granicy ubóstwa. Nagle tuż przed jej stragan wyskoczył zataczający się z bólu człowiek. Gdy zobaczyła na ulicy umierającą osobę, wyleczyła ją natychmiast czarami, lecz to jeszcze bardziej pogorszyło całą sytuację. W tym świecie każdy, kto potrafi rzucać czary jest śmiertelnie chory i wszyscy wiedzą, że jego czas jest już policzony. Krąży też plotka, iż osoba rzucająca czar może zarazić swoją nieuleczalną chorobą wszystkich w pobliżu których się znajduje. W tym samym mieście dwóch rozrabiaków, Beat i jego starszy brat Allegretto kradną zbyt drogi chleb dla biednych sierot, które mieszkają w podziemiach. W czasie naszych przygód poznamy także naród zniewolony – Andantino. Przywódcy ruchu oporu – Jazz, Claves i Falsetto walczą o swoją niepodległość z bezwzględnym i okrutnym hrabią Forte. Ich starania wspiera Książe Crescendo który, by uniknąć wojny z hrabią, będzie musiał dokonać pewnego dramatycznego wyboru. Losy wszystkich bohaterów splecie jedna, wyjątkowa postać. Jest nim zagubiony muzyk, pianista, kompozytor, który próbując odnaleźć się w nowym świecie, wędruje, poznaje nowych przyjaciół, wspomina starych, tak jak i swoją ojczyznę, którą zostawił w innym świecie.

Miłość i szacunek autorów gry dla wielkiego kompozytora jest wręcz wzruszająca. Jak pewnie zauważyliście już, większość występujących nazw własnych w grze to terminy muzyczne. Polka chodzi w biało-czerwonym stroju, przypominającym trochę mangową wersję Mazowsza; Beat posługuje się strzelbą wyglądającą jak flet, a rękojeść monstrualnego miecza Jazz’a przypomina saksofon. Wszystkie wydarzenia w grze to alegoryczne przedstawienie fragmentu życia Chopina: w buntownikach z Andantino możemy dopatrywać się powstańców listopadowych, a jedna z postaci będzie zmuszona do emigracji, tak jak sam Chopin. W menu i ekranie statystyk wszędzie potrafimy odnaleźć jakieś nawiązania do muzyki. Ale i na tym się nie kończy.

Każdy rozdział gry jest zakończony krótkim tekstem opisującym jakiś fragment życia Fryderyka Chopina, opatrzonym jego muzyką (w niesamowitej aranżacji Stanisława Bunina) i zdjęciami Warszawy, Austrii, Paryża czy Żelazowej Woli, każdym z miejsc, jakie miało dla naszego rodaka jakieś znaczenie. Możemy dowiedzieć się o tragicznym nieszczęściu Powstania Listopadowego i o polskich emigrantach, którzy zalali ulice Paryża w XIX wieku. Możemy się dowiedzieć kim były dla niego takie kobiety jak George Sand albo Konstancja Kłodkowska albo który ze swoich utworów Chopin uważa za najbardziej udany, a który za największy swój błąd. Wiedza twórców jest zadziwiająca i prawdę mówiąc, z gry można więcej się dowiedzieć o życiu i twórczości Chopina (jak i o tle historycznym) niż z tego, co wynika z programu szkoły średniej.

Jeśli miałbym jakoś zaklasyfikować czym dokładnie jest Eternal Sonata, powiedziałbym, że to edukacyjny jRPG. Taka gra mogła powstać tylko i wyłącznie w Japonii; Wiele ludzi, gdy usłyszeli o tym tytule wzruszyło ramionami lub stwierdziło „jakaś głupota”. Jest to dość krzywdzące. Po pierwsze, Japończykom udało się stworzyć grę, która jest atrakcyjna jako gra, a przy tym posiada pewne walory poznawcze – co jest dość rzadkie. Problem z grami edukacyjnymi polega zasadniczo na tym, iż często reguła „bawiąc-uczy” przechyla się w jedną stronę (pozbawiając grę faktycznych walorów poznawczych), lub drugą (czyniąc ją nudnym quizem).

Niestety, muzyka Chopina nie jest do końca muzyką ilustracyjną, tak więc soundtrack gry obejmuje także muzykę walki, a także wiele innych tracków określonych lokacji, które pomimo tego, iż nie są już skomponowane przez jednego z bohaterów gry, jednak stoją na bardzo wysokim poziomie, a także widać w nich olbrzymie wpływy twórczości Polaka. Muszę przyznać, że nie zdarzyło mi się, żebym był nią znudzony. Tak naprawdę jednak, utwory te są dość nijakie – nie trafił się żaden motyw, który potrafiłbym zanucić po odłożeniu gry na bok.

Grafika to silnie mangowy cell-shading, co dla wielu może być decyzją dość kontrowersyjną. Sam Chopin ubrany jest w dość stereotypowy, mocno karykaturalny sposób (te wielkie rękawy, ogromny cylinder etc). Niektóre lokacje zapełnione są ogromną ilością obiektów, inne niestety zostawione zostały niemal puste. Istnieje też wielki problem z „dungeonami” (tutaj umownie- czasami jest to piracki statek, innym razem klimatyczny cmentarz), których jest naprawdę dużo. Każdy z nich został zbudowany z charakterystycznych tylko dla siebie elementów, które nie powtarzają się w innych lokacjach. Jednakże kiedy mamy do czynienia z labiryntami, w których ciągle widzimy te same rzeczy, półki, podłogę i w których nie ma żadnych praktycznie elementów charakterystycznych, które służyłyby nam za jakieś punkty orientacyjne, kończymy błądząc w kółko, walcząc cały czas z tymi samymi przeciwnikami.

Ogromnym plusem produkcji jest świetnie nagrany japoński voice-acting, w którym występują same gwiazdy „seiyuu”, czyli dubbingu anime. W Kwestiach Polki natychmiast poznamy Ayę Hirano, znaną z flagowych ról w takich anime jak „Melancholy of Suzumiya Haruhi” (w roli tytułowej) albo „Lucky Star” (w roli dziewczyny-gracza, Konaty). Trzeba przyznać że autorzy pozwolili sobie tutaj na kilka smaczków dla potencjalnej polskiej widowni. Gdy Beat pyta naszego głównego bohatera o jego dziwne imię, ten odpowiada z wyraźnym polskim akcentem, nie zająknąwszy się ani odrobinę „Fryderyk Franciszek Chopin”. Zresztą nasz kompozytor posiada czar, który zdobywa się około 30 lvl, który nazywał się „Orzeł Biały”. I naprawdę, trzeba zobaczyć w akcji kompozytora, który w ferworze ataku wykrzykuję tę nazwą. Tak jak poprzedni – zupełnie, jakby to powiedział Polak. Bardzo kiepsko wychodzi przy tym angielski voice-acting, do którego głosy zostały wybrane naprawdę mało interesujące i raczej blade. W przeciwieństwie do japońskich aktorów, Amerykanie brzmią drętwo i nienaturalnie, pozbawiając niestety gry tych kilku smaczków wymienionych wyżej. Na szczęście, w opcjach możemy ustawić wersję kinową gry (japoński dubbing + napisy).

System walki został zaprojektowany naprawdę ciekawie, bo zmienia się w czasie gry. Na samym początku przeżyłem szok – przypominał mi niektóre stare gry cRPG, takie jak Temple od Elemental Evil. Tak samo jak tam, mamy do dyspozycji pasek akcji, który zużywamy na określone działania. Z czasem, walka robi się coraz bardziej dynamiczna, zmieniając pasek akcji w pasek czasu, czyniąc walkę w grze podobną do serii „Tales of…”. Jeśli ktoś jednak preferuje walkę bardziej taktyczną, może cały czas ustawić w opcjach poziom walki na ten pierwszy. Niestety omijają nas takie dodatki jak możliwość kontrataku w czasie tury przeciwnika.

Pod względem bardziej RPG, to znaczy współczynników, Eternal Sonata wypada niestety blado. Każda postać jest opisana zaledwie kilkoma najbardziej ogranymi statystykami, takimi jak obrona albo atak. W zamian za to gracz jest nagrodzony naprawdę dużą ilością czarów i specjalnych ataków. Każda z postaci posiada własne, unikalne, podzielone na dwa rodzaje: te używane w cieniu i te w świetle. Niektóre potwory wchodząc do sfer oświetlonych zmieniają swój kształt stając się bardziej podatne na te, czy inne ataki. Jeśli chodzi o inwentarz… Każda postać ma własną unikalną broń, co czyni grę nieco ubogą. Jedynie zbroje mogą być noszone przez kilkoro postaci, ale i tutaj autorzy nie wykazali się specjalną inwencją.

Podsumowując, Eternal Sonata jest grą, która pomimo wszystkich swoich kontrowersji i niejasności zdołała zachować poziom. Jest to RPG naprawdę warty poświęconego czasu i jest to najlepsza gra edukacyjna wszech czasów. Gdybym nie był Polakiem, a Chopin był mi obojętny dałbym grze ocenę 4. Jednakże, za odwagę poruszenia tego tematu i okazanie szacunku, a także podłechtanie mojego małego patriotyzmu, podwyższam grze ocenę o jedno oczko, dając jej najwyższą notę. Gra jest małym przełomem i właśnie dlatego uważam, że powinny jej być wybaczone jej małe błędy i przewinienia. Na dodatek, to świetna okazja podszkolenia się trochę w wiedzy o muzyce klasycznej w przystępny i przyjemny sposób. Uwierzcie, to naprawdę działa.

 

Pierwornie opublikowano na stronie: https://jrkrpg.pl/

Oryginalna data publikacji: 30.11.2008 r.

Dodaj komentarz