Gotham – wrażenia po pilocie | UncleMroowa

Gotham – wrażenia po pilocie


Gotham jest kolejnym projektem telewizyjnym na bazie komiksów DC. Długo wyczekiwanym przez fanów i na pewno jednym z najciekawszych projektów jakie przygotowano. Sam nie mogłem doczekać się tego serialu. To zakątek uniwersum, którego  tylko skrawki widzieliśmy na małych czy dużych ekranach. Nie powinniście odbierać tego jako serial o Batmanie, nawet jeśli to jest jego miasto – to kryminalny serial policyjny, tylko nawiązujący do komiksów.

Przerwij mi, jeśli słyszałeś tę historię – bogate małżeństwo, razem ze swoim ośmioletnim synem, wychodzi z teatru . Wracają ciemną uliczką. Śmieją się, są szczęśliwi. Nagle, jakby znikąd pojawia się uzbrojony mężczyzna. Dwa strzały. Chłopiec zostaje sam na sam z ciałami swoich rodziców. Każdy, kto ma jakiekolwiek obycie z popkulturą, doskonale zna okoliczności, jakie sprawiły, że Bruce Wayne postanowił lata później przebierać się za nietoperza i obijać pyski przestępcom. Ale ten serial nie chce opowiadać o tym – to opowieść o mieście, które takie okoliczności stworzyło.

 

Ale tutaj, nie zobaczymy pana ze spiczastymi uszami i peleryną. Jeszcze nie czas. Zamiast tego, mamy galerię zupełnie innych bohaterów i złoczyńców. Akcja kręci się dookoła poczynań młodego i niedoświadczonego policjanta, Jamesa Gordona. W jego karierze, morderstwo tej dwójki również było punktem zwrotnym.  Opiekunem młodego Gordona zostaje sierżant Harvey Bullock. Renee Montoya z wydziału zabójstw stanowi konkurencję dla młodego, ambitnego gliniarza. Okoliczna szefowa gangu, Fish Mooney to pracodawca dla wielu początkujących przestępców, między innymi dla Oswalda Cobblepota, którego śmieszny sposób chodzenia nadał mu ksywkę „pingwin”. Dla niej i dla połowy miasta – najważniejszą głową jest Carmine Falcone.

Gotham to jest przede wszystkim serial kryminalny.

Gotham to jest przede wszystkim serial kryminalny.

Nawiązania do komiksów są równie urocze, co irytujące. Co chwilę wyskakuje nam jakaś drastycznie młodsza wersja jednej z ikonicznych postaci. W pierwszym, pilotażowym odcinku widzieliśmy ludzi, którzy w przyszłości będą przedstawiać się jako: Catwoman, Poison Ivy, Riddler, Batman, Pingwin i The Question. Dodatkowo, pojawiają się drobne odniesienia do postaci takich jak Solomon Grundy i Joker. Oczywiście, jeśli jesteś fanem Batmana, to urocze i miłe. Problem w tym, że to kompletnie pozbawione znaczenia ( nie jest ważne, czy to by była Ivy czy ktokolwiek inny) i w rezultacie, wybijają ze świata przedstawionego, rozpraszają. Kolejny już raz mam ochotę co pięć minut mówić do ekranu „jaki ten świat mały” – w mieście, w którym mieszka kilka milionów ludzi, wszyscy się znają i tworzą ten sam zestaw bohaterów, co akcja komiksów 10-15 lat później. To była jedna z moich podstawowych obaw dotyczących tego serialu, że zamiast skupić się na losach swoich własnych bohaterów, którzy mają znaczenie tu i teraz, twórcy pójdą ścieżką zapowiadania każdego złoczyńcy, jakiego widz może kojarzyć z jakiegoś serialu animowanego, filmu lub nawet komiksu. Widać to chociażby po samej postaci Bullocka – gdyby twórcy naprawdę chcieli być wierni opowieściom obrazkowym, sierżant nosiłby nazwisko Flass. Nazywa się Bullock, bo ta postać jest zdecydowanie lepiej kojarzona. Inne występy gościnne są zupełnie niepotrzebne (jak Catwoman) albo bezsensowne (jak Ivy). Prawdę mówiąc – wolałbym, żeby ich w ogóle nie było.

Ale na szczęście – to nie wszystko. Owszem, odniesienia są w dużej mierze niepotrzebne i rozpraszające, ale główni bohaterowie mają do rozwiązania autentyczną intrygę, a wszystkie Easter Eggi nie są tak nachalne, jak mogłyby być. Duet Gordona i Bullocka tworzy fajną chemię, dając nam typowy buddy cop – starszy i skorumpowany sierżant i młody policjant, z głową wciąż przepełnioną ideałami, nie zepsutą przez zgniliznę tego miasta. Widzimy małe podpowiedzi tego, jakim stanie się człowiekiem w przyszłości. Rola aktorska Bena McKenzie może wydawać się odrobinę sztywna, ale moim zdaniem doskonale pasuje do przedstawionej postaci: policjanta, który dopiero zaczyna zdawać sobie sprawę jak bardzo skorumpowane jest całe miasto i że w to akceptować… przynajmniej na razie. Zaś Donal Logue jako Bullock wygląda jakby był żywcem wyciągnięty z kart komiksu – jest z gruby, nie do końca moralny i pragmatyczny do bólu. Jada Pinkett Smith jako Fish Mooney wygląda na tak śliską i odrażająca, jak tylko się da. Jednakże, cały odcinek ukradł… Robin Taylor jako przyszły Pingwin.

Robin Taylor jako przyszły Pingwin jest rewelacyjny

Robin Taylor jako przyszły Pingwin jest rewelacyjny

Gość ma niesamowitą charyzmę – z czegoś, co powinno być trzecioplanową i nieistotną postacią, Cobblepot wygląda jak autentyczne zagrożenie. Jak ktoś, kto w przyszłości będzie odgrywać pierwsze skrzypce. Każdy jego ruch jest dziwny, a charakteryzacja sprawia, że odstaje od reszty – jego oczy wyglądają chciwie, fałszywie, są przepełnione ambicją. Pingwin jest najlepiej odegraną rolą w całym pilocie i nie zdziwiłbym się, gdyby w późniejszych odcinkach sezonu odgrywał ogromną rolę.

Podoba mi się jak przedstawiono serialowe Gotham – jest brzydkie z bliska, ale ładne z daleka; dokladnie tak jak opisywał to Frank Miller w Roku Pierwszym. Każda kamienica wygląda gotycko i pradawnie, ale i tak, jakby nikt nie robił tam nigdy remontu (albo sprzątał). Klub Fishmooney, który później pewnie będzie miejscem dla kasyna Oswalda jest dokładnie tak obślizgły i burdelowy, jak powinien być. W komisariacie policji nikt nie ma swojego własnego biura, wszyscy pracują w jednym pomieszczeniu – kiepskie oświetlenie i wszystko jest zrobione z drewna. Ten budynek wyglądał, jakby nie widział remontu od czasów założycielskich. Czekałem, kto pierwszy wycignie lampę naftową.

Bruce Wayne stanowi najsłabszą część Pilota

Bruce Wayne stanowi najsłabszą część Pilota

Jedną z najsłabszych stron serialu była sama scena śmierci małżeństwa Wayne i szok ich pozostawionego syna. Kilka rzeczy nie zagrało – przede wszystkim, brak jest całej goryczy i traumy; pod koniec odcinka młody Wayne zdaje się już trenować na Batmana. Samej scenie brakowało emocjonalnego uderzenia, jakie powinniśmy czuć znając doskonale przyszłe losy chłopca. Nie jestem przekonany, czy ikoniczna scena śmierci w ogóle była tutaj potrzebna. Zapowiedź odcinka drugiego już mówi nam o tym, że jeszcze spędzimy sporo czasu w otoczeniu Wayne’a. Wolałbym, aby go zostawiono, pozwolono zabłysnąć wszystkim postaciom, które zazwyczaj siedzą na drugim planie.

Jak na razie, jestem nastawiony na ten serial z umiarkowanym optymizmem. To nie „Batman Babies”, jakiego się obawiałem – ale do komiksowego Gotham Central też mu jeszcze sporo brakuje. Pożyjemy, zobaczymy.

. . : Adam Antolski

Podziel się tym postem:
  • Zuzanna Patkowska

    Właśnie się chciałam cię zapytać, czy będziesz to oglądał, a ty mi tu przyszykowałeś taką ładną niespodziankę XD.
    Ale wiesz – niedawno właśnie myślałam, że chciałabym zobaczyć w Gotham taki motyw, że właśnie od czasu do czasu byłoby przejście do Wayne Monor i pokazanie jak mały Bruce radzi sobie z żałoba, a postanowienie, aby ich pomścić przychodzi potem, jako rezultat pewnego procesu. To by było coś ciekawego. Natomiast z tego tekstu czuję, że mogę tego nie dostać, albo dostanę w wersji wydestylowanej.
    No i wciąż jestem zła na polski Universal Channel, że postanowiło puszczać Gotham, a Flasha nie.

    • Adam Antolski

      Ja bym chciał zobaczyć scenę taką jak w załączonym obrazku – ale raczej się nie łudzę. W serialu jakoś brak tej autentycznej traumy i rozpaczy u młodego Wayne’a. W pewnym momencie mówi „uczę się pokonywać strach”, jakby już trenował do bycia Batmanem.

      • Zuzanna Patkowska

        (To do tej wykasowanej wypowiedzi o winie aktora) Właśnie, jak widziałam trailery z małym Wayne’m, to ten dzieciak wypowiedział ten tekst: „My name is Bruce Wayne.” jakoś tak miałko. Tzn. brzmiał jak typowy dziecięcy aktor, który nie ma doświadczenia.
        Ale fakt – taka scena z pacierzem też by była bardzo dobra.
        A tak w ogóle, to być może gdyby nie Gordon w Sadze Nolana być może podchodziłabym mnie entuzjastycznie do tego serialu. Tamten Gordon sprawił, że pana komisarza bardzo polubiłam, mimo że w poprzednich wcieleniach nie zwracałam na niego uwagi.

        • Adam Antolski

          Moim zdaniem, Batmana można by całkiem olać – Jest cała masa fajnych postaci w Gotham, które nigdy nie trafiłyby na wielki ekran, a które miałyby szansę zabłysnąć właśnie w tym serialu. Co do tego dziesięcego aktora po prostu czyta kwestie i jest całkiem jasne, że nie ma większego talentu czy warsztatu. W kilku miejscach brzmi nawet zaskakująco pogodnie i wesoło. Zatem, tak. Wtf.

          • Zuzanna Patkowska

            Właśnie martwię się, że będą się skupiać na Batmanie, a przecież Gordon jest tutaj bohaterem. W ogóle słyszałam taką opinię, że Gordon spisuje się bardziej jako postać drugoplanowa, a nie protagonista.

  • Rewol

    Ja się nawet cieszę, że autorzy chętnie sięgają po komiksowe postacie. Fakt, jest ich za dużo nawet jak na pilot, ale ja bym chętnie zobaczył odcinek, który skupiałby się na przykład na młodym Pingwinie.

    • Adam Antolski

      Akurat Pingwin ma tutaj pełen sens i rację bytu – W jakimkolwiek innym medium poznajemy go kiedy jest już u samego szczytu swojej kariery. Problem jest z tymi wszystkimi postaciami, przy których nie ma najmniejszego znaczenia jak się nazywają albo tymi, które są kompletnie bezużyteczne (Jak Ivy, Catwoman, Montoya etc.)

      Nie wiem, dla mnie takie komiksowe miasta powinny być przepełnione najróżniejszymi indywiduami, a nie ciągle tymi samymi twarzami.Wolałbym, żeby serial skupił się na odkrywaniu nieznanych przestępstw i złoczyńców, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Ale z drugiej strony – to może być specyfika pilota, chęć zachęcenia jak największej ilości ludzi do zobaczenia reszty serialu przez wrzucenie wszystkiego co wygląda znajomo na sam początek.