Hellsing TV – czy wciąż warto? | UncleMroowa

Hellsing TV – czy wciąż warto?


 Pamiętam, jak oglądałem Hellsinga pierwszy raz na Vivie. Język niemiecki. Nie rozumiałem nawet słowa, ale gotycki i przerażający klimat przyciągał mnie do ekranu za każdym razem. To było jedno z pierwszych moich anime, które nie było kierowane do dzieci (jak Pokemony), albo nie było powtórką z Polonii 1 lub RTL7. Byłem ciekawy. I jak tylko pojawiła się możliwość, zobaczyłem je w końcu w zrozumiałym języku.

Ojciec Andersen, jeden z bardziej interesujących przeciwników w serii

Ojciec Andersen, jeden z bardziej interesujących przeciwników w serii

Animacja opowiadała o losach brytyjskiej organizacji Hellsing, której zadaniem jest tropienie i zabijanie wampirów, ghuli, wilkołaków i tym podobnych straszydeł z klasycznych horrorów. Ich kartą atutową jest wampir Alucard o tajemniczych mocach i nieznanym (początkowo) pochodzeniu. Anime zaczyna się, kiedy Nosferatu zatrudniony przez agencję postanawia przemienić w wampira Victorię Seras, która została porwana przez wygłodniałego księdza-wampira.

Wraz z początkiem akcji, w Wielkiej Brytanii zaczyna pojawiać się niepokojąca ilość wampirów niskiej klasy. Hellsing ma pełne ręce roboty. Wkrótce wszystkie wątki zaczynają się zawiązać i ujawniać przeciwnika, który stoi za produkcją wampirów na masową skalę.

Jeśli manga staje się absurdalnie popularna, prędzej czy później ktoś będzie chciał zrobić z tego anime. Jeśli przeszkadza Ci mała oryginalność w Hollywood, gdzie od kilku lat prawie każdy film musi być podparty czymś istniejącym wcześniej… prawdopodobnie nie spodoba Ci się model biznesu, jakiego używa się w Japonii. Często adaptacja jest już w drodze zanim manga wyjawi swoją główną oś fabuły. Jeśli studio współpracuje z mangaką, albo ma dobry pomysł na taką realizację – wciąż można z tego wyjść obronną ręką. Jeśli jednak, studio musi współpracować z leniwym, wulgarnym gościem wypuszczającym jeden tomik na rok, którego jedyne doświadczenie przed stworzeniem hitu to komiksy pornograficzne – efekty mogą być różne.

Manga Hellsing uwielbiała rzucać w czytelnika przesadnie krwawą scenerią, bez większego powodu czy celu.

Manga Hellsing uwielbiała rzucać w czytelnika przesadnie krwawą scenerią, bez większego powodu czy celu.

Kiedy Hellsing zaczynał, była to potwornie słabo narysowana manga, której autor kompletnie nie miał pojęcia o sposobach opowiadania historii czy… cóż, podstaw rysunku. Kohta Hirano postanowił wykorzystać wszystko co ma, i każda następna część opowieści stawała się coraz to dziwniejsza, oferując czytelnikowi dziwny shlockowo-kampowy horror, gdzie nic nie miało sensu… czemu nikt w sumie nie miał nić przeciwko. W Hellsingu mamy robotycznych nazistów, nazistów wilkołaków, katolickie zakony rycerskie z bazookami i modyfikowanych genetycznie księży-egzorcystów. Jest kilka mniej lub bardziej oczywistych odniesień do prozy Brama Stokera. Wszystko to zostało napisane z mniej więcej taką samą subtelnością, jaką mógłbyś się spodziewać od autora hentai. Manga w kilku momentach uderzała w podobne tony, to Inglorious Basterds Quentina Tarantino. Weź porno z nazistami (Nazispoitation), wywal seks, i postaraj się zrobić z tego groteskowe dzieło sztuki. Do tego, autor uwielbiał przerywać całą akcję naprawdę dziecinnymi omake (krótkimi, żartobliwymi, karykaturalnymi wstawkami niezwiązanymi z historią) i dokładać całą tonę humoru, który nie zadziałałby nigdzie indziej. Hellsing to bardzo unikalna manga, co w sumie jest jego największą zaletą.

Jeśli twórcy anime nadgonią fabułę wciąż kontynuowanej mangi, a sam autor nie ma
pomysłu lub nie chcę się nim dzielić – trzeba improwizować. W przypadku Hellsinga, stało się to dosyć prędko, gdyż w okolicach drugiego tomu (z dziesięciu), producenci stracili materiał źródłowy. Przez to, anime TV wyprodukowane w 2003 przez Gonzo jest odmienne od mangi zarówno fabularnie, jak estetycznie. Dopiero w 2006 rozpoczęto produkcję Hellsing Ultimate – serii dostępnej wyłącznie na DVD, z częstotliwością wydawania mniej-więcej tak samo powolną jak oryginalna manga. Ultimate był z kolei wierną, klatka-w-klatkę adaptacją komiksu. I choć, to w sumie dużo lepsze anime – mam z tym pewien problem.

Kohta Hirano, twórca Hellsing. Autoportret.

Kohta Hirano, twórca Hellsing. Autoportret.

Nie do końca rozumiem jaki jest cel takiej ekranizacji. Przecież już przeczytałem mangę, wiem co się wydarzy. To, że teraz jedna postać rusza ręką… niewiele wnosi do mojego odbioru serii. Jestem chyba jedynym widzem, który lubi, kiedy producenci animacji zdecydują się na jakieś zmiany, wykorzystanie środków dostępnych wyłącznie dla animacji. Hellsing TV w dużej mierze właśnie to próbuje zrobić – wziąć koncept z mangi i zrobić z nim coś nowego. Walka pomiędzy wampirem Alucardem a ojcem Andersenem to dla mnie przykład tego, jakie sceny można przedstawić lepiej w ruchu.

Niestety, brak ukierunkowania fabuły sescreen3rii telewizyjnej zaczyna być w pewnej chwili zbyt dostrzegalny. Nie jestem pewien, co właściwie było przyczyną -być może słaba oglądalność, być może seria nigdy nie miała być zbyt długa, może budżet okazał się niewystarczający w połowie produkcji. Zamiast nazistów, wrzucono na ostatnią chwilę wyjątkowo lamerskiego przeciwnika, który jest jakimś… nagim, wytatuowanym ziomem z magicznymi mocami o imieniu… Incognito (czyli „bezimienny”, wyjątkowy brak oryginalności). Jest nam powiedziane, że to super-potężny wampir, nemezis dla Alucarda i tak się przypadkiem trafiło, że akurat pojawił się w okolicy. Wyjątkowo pospieszny finał zgrzyta z nastrojowymi i powolnymi pierwszymi epizodami. Wciąż, Hellsing TV jest utrzymany w nieco innym tonie jak jego mangowy pierwowzór- to bardziej realistyczny, przyziemny horror. Pamiętam, że swego czasu właśnie takie podejście było lepsze dla wielu osób. Kiedy manga pojawiła się na polskim rynku, wielu odkryło jak bardzo różnią się od siebie. I wielu zostało przy pierwszej serii TV.

Dzisiaj, nie słyszy się już takich wypowiedzi. Do tego stopnia, że seria wypuszczona przez Gonzo jest uważana za „zbędną”. Podobna sytuacja miała miejsce z Full Metal Alchemist (chyba kiedyś i o tej serii napiszę) .Osobiście, myślę że warto dać  szansę starszej wersji. Jest kilka pomysłów, które wypadły lepiej tutaj, aniżeli w Ultimate. Nie wspominając też o tym, że soundtrack był i pozostanie badass. Każdy z tracków trafia idealnie w nastrój, pasuje jako perfekcyjny podkład dla czytania mangi- w przeciwieństwie do słabej i mało charakterystycznej ścieżki dźwiękowej z Ultimate.

Koniec końców, niewiele tracisz. Zestaw DVD jest dzisiaj do kupienia za psie grosze, a przedstawia zupełnie inny rodzaj adaptacji. Doceniam próbę studia GONZO w adaptowaniu man

Incognito. Jakże oryginalnie.

Incognito. Jakże oryginalnie.

gi właściwie na samym początku opowiadania jej historii. Jeśli dziś do niego wracam, to głównie przez sentyment – ale wciąż potrafię znaleźć w tym tytule kilka elementów lepszych lub równie dobrych, co późniejsze interpretacje.

. . : Adam Antolski

Podziel się tym postem:
  • Rewol

    Fajnie, że seria TV próbuje z mangą zrobić coś nowego, ale bardziej „helsingowe” są dla mnie zawsze sceny z Ultimate. Identyczne jak w mandze, ale jak wyglądają.