Klisze, schematy i banały | UncleMroowa

Klisze, schematy i banały


Często zdarza mi się słyszeć konkretny zarzut w odniesieniu do wielu książek lub filmów – klisza, schemat, banał. Być może ciężko w to uwierzyć, ale czasami korzystanie z mechanizmów stosowanych przez innych może pomóc debiutującym twórcom.

Jednym z klasycznych przykładów na okienko dla widowni są Hobbici z Władcy Pierścienia. Łatwo nam zrozumieć ich zadziwienie wielkim światem.

Jednym z klasycznych przykładów na okienko dla widowni są Hobbici z Władcy Pierścienia. Łatwo nam zrozumieć ich zadziwienie wielkim światem.

Kilka dni temu opublikowałem swoją recenzję Admiralette. Jedną z wielu wad tej powieści był brak pewnej kliszy – okienka dla widowni. Tego rodzaju zagranie oznacza zazwyczaj postać, która reprezentuje odbiorcę w przedstawionym świecie – i tak samo jak on, jest w jakiś sposób wyalienowana. I z racji tego, że ona sama nic wie – wyłapuje podobne detale, jakie my byśmy wyłapywali, będąc przeniesieni do miejsca akcji. Inni bohaterowie muszą jej tłumaczyć wiele podstaw, które są dla nich codziennością (ale nie są nią dla nas). Taka postać występuje zarówno w arcydziełach literatury, jak i kompletnych gniotach. Admiralette niczego w tym stylu nie miało. Doceniam próbę uniknięcia wyświechtanych i mało oryginalnych sposobów pisania, ale jeśli autor sam z siebie nie ma dość kunsztu i talentu, żeby poradzić sobie bez tego całkowicie – naprawdę nie warto.

Nie wszystkich schematów i klisz należy unikać za wszelką cenę. Pewnie, oryginalność to pozytywna cecha (choć, wielu mogłoby wysunąć całkiem przekonujący argument, że w dzisiejszych czasach jest nieosiągalna – o tym za chwilę), ale schemat to robota odwalona za Ciebie. Moim zdaniem, twórca powinien prześledzić co w jego dziele jest najważniejsze i zdecydować – gdzie może pozwolić sobie na oryginalność, a gdzie może korzystać z klisz. W kulturze popularnej, to nie sama obecność klisz jest istotna – ale to, czy autorowi udało się zbudować odpowiednio wiarygodną iluzję, żebyśmy ich nie dostrzegali w trakcie doświadczania dzieła. Jedne z moich ulubionych filmów są oparte niemal całkowicie na ogranych banałach i nie zdziwiłbym się, gdybyś po lekturze tej notki stwierdził coś podobnego.

Klasyczna historia Gwiezdnych Wojen to jeden i ten sam schemat, odziedziczony jeszcze od mitów arturiańskich i powszechnie występujący we współczesnej literaturze fantasy. W wyniku tragicznej przeszłości, młody adept wybiera się w podróż, aby pokonać złoczyńcę i uratować księżniczkę. Pomaga mu mentor, uczy go sztuk magicznych, pomaga wciągnąć X-Winga z bagienka. Wiele scen z gwiezdnej sagi zostało żywcem wyciągniętych z przeróżnych filmów – przewijające się streszczenie wydarzeń poprzedzających akcję zostało żywcem skopiowane z Flasha Gordona. A scena, w której Luke wraca i zauważa zgliszcza swojego rodzinnego domu? Plagiat, i to taki kadr w kadr.

Skarb Sierra Madre to jeden z filmó, z którego Indiana Jones zapożyczył tyle ile się dało.

Skarb Sierra Madre to jeden z filmów, z którego Indiana Jones zapożyczył tyle ile się dało.

Indiana Jones i Avengers to filmy, które pławią się w swoich niszach, ścigając się ze sobą które z nich użyje bardziej ogranych i znanych motywów. Pomyśl nad tym – w żadnym z nich nie ma niemal nic oryginalnego. Jednakże, przez odpowiednią konstrukcję bohaterów, przez atmosferę i humor – obu udało się wyjść z tym kompletnie cało. Zarówno Hunger Games, jak i Pięćdziesiąt Twarzy Graya to różne wariacje na temat pytania – Jak to zrobić, żeby Zmierzch był lepszy? Powiem na marginesie, że pierwszemu tytułowi się to udaje dużo lepiej.

Harry Potter. Matrix (pierwszy). Klisza goni kliszę i jakoś nikt nie wypomina w kółko tego, jak bardzo są nieoryginalne. Widzicie, czasami nieoryginalność oznacza także korzystanie ze sprawdzonych rozwiązań dużo bardziej doświadczonych twórców. Zresztą, doskonała znajomość klisz i umiejętność bawienia się nimi jest jednym z podstawowych wyznaczników postmodernizmu.

Widzicie, termin oznacza bardzo szeroki nurt we współczesnej filozofii. Dla uproszczenia na potrzeby tej notki (być może jeszcze do tego wrócimy), w sztuce charakteryzuje się przekonaniem, że wszystko co było do wymyślenia… zostało już dawno wymyślone i odkryte. Wszelkie próby tworzenia czegoś kompletnie nowego muszą zakończyć się porażką i powstaniem czegoś banalnego, ogranego i powszechnie znanego. Jedyną prawdziwą oryginalność można osiągnąć przez odpowiednią żonglerkę, miksowanie i przeróbkę rzeczy, które już powstały.

film1I tym samym, dochodzimy do Quentina Tarantino. Gość zbudował sobie karierę na plagiatowaniu i sklejaniu ze sobą scen, nawiązań i odniesień do różnych filmów. Nie chcę zgrywać żadnej wyroczni, ale czasami odnoszę wrażenie, że nawet największe magazyny czy serwisy filmowe nie rozumieją co właściwie Tarantino robi jako reżyser. Tu nie tylko chodzi o fanbojskie odtwarzanie i sklejanie ze sobą klpów, robienie jakiejś swojej autorskiej AMVki, ale faktyczne zrozumienie co określone sceny oznaczały w swoim oryginalnym kontekście i przeklejanie ich tak, by znaczyły coś kompletnie innego. Tarantino, jak wielu współczesnych reżyserów pracuje używając takiego samego repertuaru klisz i ogranych motywów. Ponownie, to nie unikanie banałów jest prawdziwą sztuką.

Z jakiegoś powodu, ludzie nie mają problemu ze zrozumieniem, że początkujący artysta przerysowuje grafiki z fotografii albo prac innych artystów, żeby szybciej i efektywniej wyszkolić swój warsztat. Ale wśród pisarzy – czy scenariopisarzy – istnieje pewien mit, że korzystanie z wcześniej ustanowionych motywów jest kompletnie zabronione. Jak dla mnie,  jest to podejście, które uniemożliwia ludziom prawdziwy rozwój.

 

PS. Kilka dni temu obchodziliśmy Blog Day, a ja zostałem polecony zarówno na blogu Zwierza, jak i Zombie Samurai. To naprawdę miłe, dziękuję wszystkim za wsparcie i ciepłe słowa – nawet jeśli jeszcze nie do końca traktuje swój blog na poważnie. W związku z tym, ja też zrobię swoją listę blogów. Nie jako notkę, ale jako osobną podstronę, którą będę mógł zawsze łatwo uzupełnić – albo zmienić, jeśli mi się gusta zmienią.

. . : Adam Antolski

Podziel się tym postem:
  • Zuzanna Patkowska

    Coś trochę dla mnie XD.
    Ogólnie rzecz biorąc jest tak – schematy nie są złe, tylko wykonanie może być złe. Każdy pisarz i scenarzysta to wie, ba – nawet czytelnik/widz zdaje sobie sprawę z tego, że tak właśnie jest. Są też takie schematy, które podobają się bardzo czytelnikowi/widzowi i to też nie jest złe. Generalnie wszystko zależy od kunsztu pisarza i scenarzysty.
    (Taka notka od filozofa – to, o czym konkretnie mówisz przy postmodernizmie, to dekonstrukcja XD).