Kosogłos – najlepsze Igrzyska Śmierci do tej pory


Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część Pierwsza to rozwleczony, ale wyjątkowo udany tytuł, który powinien podobać się wszystkim, którym nie odpowiadały poprzednie części. Jest to też film, który może nie przypaść do gustu tym, które poprzednie odsłony uwielbiali.  

Jakość aktorstwa znacznie wzrosła w porównaniu do poprzednich części

Jakość aktorstwa znacznie wzrosła w porównaniu do poprzednich części

Trzymałem kciuki za Igrzyska Śmierci. Seria książek wydawała mi się powiewem świeżego powietrza wśród wszystkich filmów próbujących -mniej lub bardziej udanie- imitować sukces Zmierzchu. Szczególnie, że czytałem książki i pomimo kilku wad, miałem masę frajdy podczas lektury. Jeśli nie wiesz co myślę o tych powieściach - o nich już Wam opowiadałem. O ile one są w porządku – niestety, nie miałem tyle szczęścia z filmami. Pierwszy był dla mnie niewyobrażalną nudą i udręką. Drugi był już znacznie lepszy, ale niestety: zużyta formuła walki gladiatorów na arenie w dystopijnej przeszłości powstrzymywała tych kilka interesujących motywów przed zabłyśnięciem.

I Kosogłos to pierwszy film, który w moim odczuciu zrobił prawie wszystko dokładnie tak jak należało. Jest to też najwierniejsza tematycznie adaptacja książki w serii, oddająca dokładnie te same emocje i przemyślenia, poświęcając w zamian zbyt liczną obsadę bohaterów, skupiając się na przeżyciach głównej bohaterki. Nie ma też największej wady poprzednich – tytułowych Igrzysk Śmierci, które bez wewnętrznego monologu Katniss nie były niczym więcej jak męczącą audycją z tego, jak Jennifer Lawrence siedzi na drzewie i nic przy tym nie robi.

Ale od początku: seria opowiada o losach Katniss Everdeen, która wystąpiła w zastępstwie swojej młodszej siostry do Głodowych Igrzysk. Krwawego, telewizyjnego reality show, w których dzieci losowo wybrane z dwunastu dystryktów postapokaliptycznej wersji Stanów Zjednoczonych muszą rozpocząć turniej na śmierć i życie. Jeśli skojarzenia z Battle Royale albo The Running Man od razu przychodzą Ci do głowy, są one tutaj jak najbardziej na miejscu. Cały turniej jest tak naprawdę intrygą rządu, który w ten sposób trzyma całe społeczeństwo w ryzach. Igrzyska nie mają większego sensu w tej konkretnej historii, bo skoro dziecko każdego obywatela może trafić na Arenę, każdy w równym stopniu odczuwa zagrożenie. A to nie pomaga skierować wrogości ludu do państwa na inne tory. Książka broniła się przez relacje głównej bohaterki ze światem. Wiele problemów uchodziło płazem, bo perspektywa, z której widzieliśmy wszystko, była bardzo wąska. Katniss i jej przyjacielowi Peecie udaje się przeżyć razem, przez symulowanie romansu, którego nigdy nie było. Taki fortel wyjątkowo irytuje tutejsze połączenie Świętego Mikołaja z Adolfem Hitlerem, prezydenta Snowa. Następne Igrzyska to mecz wszystkich zwycięzców, gdzie Katniss nieświadomie staje się częścią planu rebeliantów i przy ich pomocy ucieka z Areny. Peeta, do którego zaczyna odczuwać pewne uczucia… zostaje na miejscu.

Wreszcie, powiększono świat przedstawiony.

Wreszcie, powiększono świat przedstawiony.

Kosogłos nie naprawia wielu wad, takich jak banalne przeciwstawienie sobie bogatych-złych i biednych-ale-o-anielskim-sercu. Zamiast tego, zajmuje się swoimi celami i skupia się na rozbudowywaniu tego, co sam z siebie ma do zaoferowania – znacznie poszerzono świat, pokazano nowe relacje, rozwinięto wątek pomiędzy główną bohaterką a despotycznym prezydentem Snowem, jej ideologicznym krzywym zwierciadłem.

Zmiany względem książki są zrobione ostrożnie i z głową. W wielu przypadkach, są to wręcz ulepszenia – w powieści, istnieje pewien zwrot fabularny pod sam koniec, który można przewidzieć dosłownie na samym początku. W filmie wygląda to znacznie subtelniej, zostają nam dane jedynie drobne podpowiedzi ukryte pomiędzy słowami i w wymianie spojrzeń. Dzieje się tak kosztem kilku scen, których będzie żal czytelnikom pierwowzorów. Ale cholera jasna: pierwszy raz w serii czułem, jakbym faktycznie obserwował całą akcję oczami Katniss. Nie przez wewnętrzne monologi, które w kinie zazwyczaj nie są najlepszym rozwiązaniem, ale przez fantastyczną grę aktorską; opartą na emocjach ukrytych w spojrzeniach, zawieszonych gestach i niedopowiedzeniach.

Kiedy wreszcie możemy zobaczyć co stało się z Peetą, scena jest cicha i pozbawiona dialogów. Co ciekawe, w książce ten wątek romansowy był zrazu zagrany jako lipa. Katniss kochała Peetę, ale praktycznie jak brata. Sytuacja zmieniała się wraz z upływem czasem, jaki spędzali razem. Ale nie w ten sposób, że te uczucia się rozwijały – właściwie, w pewnym momencie wydaje się, jakby Katniss nie posiadała żadnych uczuć sama z siebie, jedynie odbijała te, którymi była obdarzana. I w filmach jak do tej pory, to było niemal w ogóle niezauważalne. Tak, jest nam to powiedziane w dialogach, ale w zachowaniu postaci… ta ambiwalencja i kłopotliwość sytuacji jest dostrzegalna dopiero teraz.

531403_1.1Jest to pierwsza część trzeciej części. Taktykę rozbijania ostatniego filmu na dwoje wprowadził już Harry Potter (gdzie to było uzasadnione). Okazało się, że w ten sposób zarobił pierdyliardy dolarów i teraz każdy musi tak robić: zrobił to Zmierzch, teraz się będzie w to bawić Marvel. Przez to, odnoszę wrażenie, że Igrzyska Śmierci ponownie marnują swój potencjał. Każda scena jest wydłużona do poziomu absurdu, podczas gdy w tym samym (lub krótszym) czasie możnaby pomieścić znacznie więcej. Na szczęście wygląda na to, że film obiera drogę nastoletniego czarodzieja i ustanawia wszystkie ważne dramatycznie sceny w pierwszym filmie, żeby drugi wypełnić po brzegi akcją. Bo z punktu widzenia fabuły, pierwsza część Kosogłosa jest prawie niepotrzebna. Niewiele celów zostaje osiągniętych podczas tych dwóch godzin. A z tym, także przychodzi się pewna nuda, która mnie prześladuje jeszcze od pierwszego filmu.

535500.1Kwestie techniczne komplementują opowieść. Od naprawdę sprawnej pracy kamery i fantastycznego udźwiękowienia, aż po wiarygodne plany. Pierwszy raz możemy dostrzec skalę tego miejsca, gdy obserwujemy Katniss oglądającą zgliszcza swojego dystryktu dwunastego, albo efektowne ujęcia na Kapitol nocą. Klaustrofobiczna trzynastka jest wielka i autentyczna. Także, pierwszy raz możemy prawdziwie poczuć bliskość… śmierci. Już nie przez krew i flaki, których nie było nam dane oglądać przez PG-13, ale przez spalone zwłoki i szkielety ofiar poległych w atakach Kapitolu.

Podsumowując – Kosogłos jest najlepszym filmem w swojej serii. Duża szkoda, że zdecydowano się go rozbić na dwoje. Jest to udana adaptacja, która stara się uderzać bardziej w ton i tematykę książki, zamiast faktograficzne odwzorowywać pojedyncze sceny i postacie. Bardzo powolna akcja jest winą Hollywood, ale pozwala nam spędzić odrobinę więcej czasu z bohaterami.

. . : Adam Antolski

Podziel się tym postem:
  • BTMPL

    > Jest to też najwierniejsza tematycznie adaptacja książki w serii, oddająca dokładnie te same emocje i przemyślenia, poświęcając w zamian zbyt liczną obsadę bohaterów, skupiając się na przeżyciach głównej bohaterki.

    I tak i nie. Jeżeli mieli byśmy rozpatrywać adaptację książki, to w filmie jest WIEEEEELE zmian, rzeczy usuniętych i dodanych. I tak, plot-twist o którym piszesz, w filmie zostanie osiągnięty inaczej przez zupełne inne budowanie postaci, której dotyczy, i niejako rozumiem taki zabieg, ale wciąż jest to dosyć poważna zmiana. Obawiam się, że również w drugiej części będą mocne zmiany, i obawiam się, że Hollywood może dla „złagodzenia” wywalić jedną z 2 kluczowych śmierci.

    Co do podziału na części – miałem podobne wrażanie, że to głównie zabieg na kasę, ale z drugiej strony, nie dało by rady pomieścić wydarzeń 3ciej książki w jednym, nawet 2.5 godzinnym filmie. Cholera – nawet pozostałą część upchnąć w jednym filmie będzie im ciężko. Nowe treści też były super – scena ataku na tamę, której nie ma w książce wcale była dla mnie świetna.

    Ogólnie, jako że film obejrzałem przed przeczytaniem książki oceniałem go bardzo wysoko. Po zapoznaniu się z książką, oceniam go równie wysoko, ale liczne zmiany wprowadzają jednak inny klimat, kilka rzeczy, które w filmie cisną się na oczy w książce rozłożono na inne sceny, a niektóre postacie ukazują zupełnie inne cechy charakteru i motywy nimi kierujące.

    A jak wstanie Akane to pewnie też się wypowie ;)

  • Zuzanna Patkowska

    A ja nadal nie obejrzałam „W pierścieniu ognia”. Mam nadzieję, że niedługo będę miała okazję. Tymczasem znajoma ostatnio przeczytała całą trylogię i choć uznała, że seria jest dość przeciętna, to jednak daje jej do myślenia, a więc swój cel osiągnęła.
    (Mam takie pytanie natury komiksowej. Mogę je tu zadać?)

  • Natchnieni Pl

    Oglądałem w pierścieniu ognia i jest super. Teraz na tą część chcę się wybrać do kina bo tamtą pobierałem z filefox.pl, no chyba, że się pojawi jakoś szybko w necie :D

  • Jakub Kucharski

    Łoooo, Mroowa, nie zgodzę się z tobą. Pozwól więc, że w ramach (mam nadzieję) nasiona ciekawej dyskusji, podrzucę kilka swoich argumentów.

    1. Aktorstwo wyszło na nowy poziom? Chyba nudy i marnotrawienia talentów aktorów. Postaci – zwłaszcza Katniss i Peeta – są słabiutkie. Może wynika to z faktu że słabo je napisano, ale taka Katniss to nic tylko ryczy albo krzyczy, i ciągle przeżywa jakieś depresje, (swoją drogą, patrząc na to idiotyczne zakończenie „W Pierścieniu Ognia”, też byłem załamany) a Peeta, pojawia się od czasu do czasu i też, albo ryczy a rzadziej krzyczy. Z kolei Świętej Pamięci Phillip Seymour Hoffman oraz Julianne Moore po prostu się marnują w swoich rolach. Chociaż, muszę przyznać, że postać grana przez Moore, jako jedyna była choć odrobinę ciekawa.

    2. Sama fabuła jest idiotyczna i wręcz hektolitrami wylewają się z niej głupoty i nieścisłości. Owszem, tutaj można bardziej obwiniać książkę, jednak wciąż nie zmienia to faktu, że patrząc na film jako na samodzielną całość, fabuła jest wręcz fatalna. Przykłady można szukać w różnych momentach, czy to finał filmu, czy to szczegóły kampanii „wyborczej” prowadzonej przez rebelię (swoją drogą, gdy pokazywali te spoty, to tylko czekałem aż pokaże się numerek i tekst w stylu „Głosuj na Katniss Everdeen, partia Kosogłosa!”). Bawi mnie też stwierdzenie że rozwinięto relacje między Katniss a prezydentem Snowem. Oni przecież gadają ze sobą raz na cały film! Te rozwinięcie relacji w ogóle nie ma możliwości zajścia! Zresztą w ogóle ta rozmowa Snowa z Katniss po prostu mnie rozśmiesza…

    3. Kwestie techniczne? Technicznie film jest bardzo, bardzo, nierówny. Efekty Specjalne raz są średnie, raz fatalne. Plany wcale nie są przekonywujące, Kapitol jest wręcz wyssany z życia, aczkolwiek, muzyka jest faktycznie świetna (nadal podśpiewuję Hanging Tree). Przyznać też muszę że podoba mi się technologia w Panem, cała jego stylistyka i tak dalej, choć w poprzednich filmach wydawała się być bardziej zaawansowana. W ogóle natomiast nie czułem bliskości śmierci o której piszesz, ba, jak zobaczyłem te szkielety, to prawie wybuchłem śmiechem, a kiedy się okazało, że chcą powtórzyć jedną scenę dwa razy, tylko z większą ilością osób, to śmiech powstrzymywałem siłą woli.

    Dodam może jeszcze, że w przeciwieństwie do ciebie, uważam że to pierwsze Igrzyska Śmierci są, lepszym filmem. Lepsza, znacznie prostsza konstrukcja fabuły, bardziej przekonująca historia… Ogólnie pierwszy film nawet mi podszedł. Drugi to z kolei tragedia. Ale Kosogłos… Powiem tak: Kosogłos detronizuje Poziom w Paryżu z Battlefielda 3, z pozycji mojego ukochanego Guilty Pleasure. Sam film jest do bani, ale przynajmniej mogłem się potem pośmiać do rozpuku z tych wszystkich błędów i wypaczeń scenariusza, po seansie, i przy pisaniu recenzji na mojego bloga.

    Skoro piszę już Esej natchniony, to odniosę się do tego co mówisz pod koniec tekstu, jakoby Ostatni film o Potterze słusznie został podzielony na dwie części. To nie do końca prawda. Owszem „Insygnia Śmierci” to dość gruba książka, ale jest jedna grubsza, w uniwersum Harrego Pottera – „Zakon Feniksa”, który w polskim wydaniu ma przeszło 1000 stron – około 200 mniej niż Insygnia. Twórcy filmu nie podzielili jednak Zakonu na dwa filmy – całkiem słusznie, piątka to najlepszy film z cyklu o Potterze – jednak w przypadku Insygni nie było to takie konieczne. Zwłaszcza że i tak wykreślono sporo rozdziałów z książki (zwłaszcza ubolewam nad rozdziałem 21). Innym fun factem jest fact, że wszystkie trzy książki z cyklu „Igrzyska Śmierci” razem wzięte są i tak cieńsze niż książka „Harry Potter Zakon Feniksa”.

    Rany, po co ja to pisałem :

    • Adam Antolski

      Trochę mi ciężko odpowiedzieć bez powtarzania tego samego, co napisałem we właściwej recenzji. Twoja ocena jesst dokładnie odwrotna do mojej (łącznie z tym, że ja pierwszą część uważam za najsłabszą w serii). Szanuję Twoje zdanie, ale ponownie – Twój komentarz to w większości… cóż, po prostu odwrotność tego, co sam napisałem, nie widzę nawet jakiegoś zgrabnego punktu zaczepienia do dyskusji ;) Mimo to, postaram się napisać coś więcej:
      Ad 1. W Kosogłosie, pierwszy raz odczułem, że grają twarze i emocje bohaterów, mimika i mowa ciała zamiast dialogów. Sceny płaczu czy rozpaczy wydawały mi się dużo bardziej wiarygodne niż w Pierścieniu Ognia, gdzie ciągnęły się w nieskończoność i do niczego nie prowadziły. To, jak postacie zostały napisane ma marginalne znaczenie w kwestii aktostwa – bo oceniam to, jak poradzili sobie aktorzy z tym materiałem, nad którym pracowali. Choć ponownie, nie zgadzam się nawet co do tego.
      Ad 2. yyy – Zwyczajnie nie widzę tego, o czym piszesz. W ogóle, nie mam pojęcia o czym mowa – w sensie… tak, Coin stara się wykorzystać Katniss do celów politycznych i dlatego tworzy z nią spoty reklamowe. Tak było w książce, a propaganda to propaganda – nie jestem pewien czego właściwie oczekiwałeś. Nie widzę w tym ani nieścisłości, ani dziury fabularnej. Trochę pusty argument.
      Ad 3. Zgadzam się z tym, ze sceny w trzynastce można by było ograniczyć do jednej. I to by było na tyle, bo -… no tak, plenery są większe niż w poprzednich częściach, wyglądają na bardziej wiarygodne i po prostu staranniej zrobione – dużo lepiej niż przypadkowe krzaki i drzewka w przereklamowanych arenach z poprzednich części.

      To, czy rozbicie ostatniego Pottera na dwie części było słuszne to subiektywna ocena, moim zdaniem było na pewno bardziej uzasadnione.

      • Jakub Kucharski

        Z tymi spotami problem jest jeden – pomijając oczywiście fakt że wykorzystują one sceny z filmu, grafiki, a nawet czcionkę z plakatów – Jak niby mają one docierać do ludzi? Z tego co się orientuję, to przecież ludzie w dystryktach są za biedni na telewizję. Jedyna metoda pokazywania im jakichkolwiek spotów to emisja publiczna – pod okiem strażników. A więc jakim cudem strażnicy nie rozpędzili tłumów, kiedy hakerzy z trzynastki (dystryktu podziemnego, w swojej wypowiedzi chyba pomyliłeś dystrykty 12 i 13) zaczęli nadawać swoją transmisję? Owszem ktoś powie o telewizorach w dystrykcie 13 oraz o nadawanych tam emisjach, ale te emisje bardziej kierowane są do bogatszych mieszkańców kapitolu.

        Inna głupota – mój faworyt – to wysłanie oddziału szturmowego do Kapitolu w celu odbicia zwycięzców Igrzysk. Przecież prezydent Pieniążek (nie mogłem się powstrzymać ;p) wysyła SZEŚCIU nie żołnierzy, ale OCHOTNIKÓW, do stolicy Panem, miejsca pełnego wrogich żołnierzy, nie wspominając o wrogim prezydencie Snowie, i nie robi tego jakimś podziemnym skrótem, a wysyła ich głośnym jak diabli samolotem, który widać na kilometr dzięki wielkiej czerwonej żarówce, którą pilot najwidoczniej zapomniał wyłączyć.

        Takich głupot i głupotek jest tu więcej.

        Co do efektów specjalnych, największe zastrzeżenia mam do zwierząt – nie będę wspominał tego nieszczęsnego łosia, przypomnę raczej „Kosogłosy” które są tak paskudne że nie mieści się to w głowie.

        Myślę że powinienem też dodać, że nie czytałem książek z cyklu o Igrzyskach, a jedyny powód dla którego miałem (wątpliwą) przyjemność obejrzeć wszystkie te filmy jest taki, że mój młodszy brat wyciąga mnie do kina na każdą kolejną. (On książek też nie czytał, ale na całe szczęście, na gwiazdkę dostał zebranie zbiorcze Igrzysk, więc trochę się to na nim zemściło heheh)

        I co do twojego wstępu – nie musisz tak bardzo zaznaczać tego jak szanujesz moją opinię. Powiedzmy otwarcie – ja szanuje twoje zdanie, ty szanujesz moje. A kulturalna dyskusja może się przecież toczyć. (Przyznam ci się szczerze, że najbardziej lubię zestawiać ze sobą sprzeczne opinię, według mnie dyskusja jest wartościowa tylko wtedy, gdy opinie są sprzeczne, argumenty mogą być bardzo różne, a dyskusja naprawdę ciekawa).

        Pozdrawiam, i przepraszam, jeśli mój poprzedni wpis, wydał się być trochę (takie duże trochę) ofensywny.

        • Adam Antolski

          *spoilery poniżej*Tak, pomyliłem numerki, sorka.
          „Głupoty”, które wymieniasz to nic więcej jak filmowe niedopowiedzenia. W kinie nie ma czasu tłumaczyć każdego detalu przedstawionego świata, zatem raportuje Ci wyjaśnienia z książek tych przytoczonych przykładów:

          Ekipa, która była odpowiedzialna za produkcje spotów to rebelianci z Kapitolu, wcześniej pracujący w telewizji, dlatego wyglądały tak pro. A telewizory są w dystryktach powszechne i tanie – głównie dzięki temu, że są produkowane przy niewolniczej pracy mieszkańców dystryktu trzeciego. Nawet Katniss posiadała jeden w swoim rodzinnym domku (nie tym z dzielnicy trybutów: tym pierwszym, tej drewnianej chatce). Łatwo też sobie wyobrazić, że Kapitol dopłacałby do rozpowszechnienia się tak efektywnego nośnika propagandy, szczególnie że istnieje w dzisiejszych czasach reżim o podobnych metodach (obowiązkowe odbiorniki radiowe w Koei Północnej) – także, każdy obywatel Panem posiadał obowiązek oglądać wszystkie Igrzyska w pełni. Wszystko, co Beetee musiał zrobić, to zhackować sygnał, za pomocą którego nadawano transmisję jedynej telewizji w Panem.

          Ochotnicy byli wyszkoleni. Trzynastka miała dużo więcej wyszkolonych ludzi niż Ci, którzy byli konieczni do tej misji. Gale złapał kontakt z trzynastką jakiś czas wcześniej (nie jest jasne dokładnie kiedy). Misja wyruszała pod osłoną nocy i w momencie, kiedy Beetee wyłączył Kapitolowi prąd z zaskoczenia (czy raczej – tak myśleli, że z zaskoczenia). Liczono, że przy braku komunikacji, wyłączonych radarach, polach siłowych i ogólnej dezorientacji, pojawi się okienko czasowe do tego, żeby taka misja była możliwa. Nie jest to głupie myślenie, odkąd siły Kapitolu były po pierwsze technologicznie uzależnione, a po drugie- tak jak to w przypadku reżimów bywa, były ściśle hierarchiczne i nikt i tak nie mógłby niczego zrobić bez czyjegoś pozwolenia lub rozkazu. I pomijając myślenie ludzi z Trzynastki: tak jak było później ujawnione, tak naprawdę Snow im na to pozwolił, żeby użyć Peety jako psychologicznej broni przeciwko samej Katniss.

          Pomijając to, co pisałem wyżej – to *nitpicking*, nie prawdziwe zarzuty. Każdy film czy książka ma swoje drobne błędy i przeoczenia, które nie mają większego znaczenia przy odbiorze całości. Przy filmach, wycięto dużą część tego, jak ten świat właściwie funkcjonuje. I też nie wszystko ma sens, przez to, że książki broniły się ograniczoną perspektywą głównej bohaterki, a tutaj tego zwyczajnie nie ma.

          Prawdę mówiąc, podczas oglądania filmu w kinie, nie zwróciłem uwagi na słaby wygląd zwierząt. Dam znać, kiedy zobaczę go ponownie.

          Nie odebrałem go obraźliwie czy ofensywnie. Ot, tak jak pisałem wcześniej, nie byłem pewien na co właściwie odpowiedzieć.

          • Jakub Kucharski

            Faktycznie, z tymi telewizorami, to dopiero teraz mi się przypomniały sceny z jedynki bodajże, jak Gale oglądał transmisję z Igrzysk w pracy. Poza tym, ma to naprawdę dużo sensu, także z logicznego punktu widzenia. Powinienem był przypomnieć sobie poprzednie części przed seansem heh…

            Natomiast akcja z odbiciem trybutów nadal mnie nie przekonuje. Wielkie, pełne ludzi miasto, nie mogło nie zauważyć głośnego samolotu który sobie świeci na czerwono. Jakiś mieszkaniec musiał to zauważyć, że o strażnikach nie wspomnę. Pytanie brzmi, dlaczego potencjalnie nie zareagowali? Ale z drugiej strony Snow miał jakiś plan we wpuszczeniu tychże ochotników do budynku.

            I wiem, to jest takie wtykanie na siłę nosa w konstrukcję scenariusza, jednak trochę potrafią mnie takie niedopowiedzenia denerwować. Najwidoczniej za bardzo nie lubię samej koncepcji Igrzysk, żeby móc wybaczać takie „sekrety” jak to robię w przypadku filmów, chociażby Nolana (choć tam, jest ich znacząco mniej, wszystko da się logicznie wyjaśnić).

          • Adam Antolski

            Zauważyć sobie mógł, ale co miałby zrobić bez prądu i komunikacji? Jak wezwać posiłki? Krzyczeć? Strzelać po ciemku do niezidentyfikowanego (a zatem -niekoniecznie wrogiego) samolotu? Wewnątrz pomieszczeń spodziewano się oporu, dlatego wszyscy byli uzbrojeni. Brak strażników w samym budynku był wynikiem tego, ze Snow chciał by rebelianci przechwycili Trybutow. Nie wiem z czym masz problem.

          • Jakub Kucharski

            Jak się tak dobrze zastanowić, to coś w tym jest, ale wciąż, wydaje mi się że jest to po prostu śmieszna sytuacja…