Pierwszy epizod Sailor Moon Crystal już za nami! | UncleMroowa

Pierwszy epizod Sailor Moon Crystal już za nami!


Przez zaskakująco długi czas, w Polsce Anime było jednoznacznie kojarzone z Czarodziejkami z Księżyca. Dzisiaj, wielu ludziom to trudno przyznać, ale wtedy cieszyła się ogromną, absurdalną popularnością, być może nie do końca uzasadnioną.

:O

D:

To był autentyczny fenomen. Zwyczajnie nie znaliśmy niczego podobnego. Dla wielu późniejszych mangowców, Sajlorki zagrały kluczową rolę w przedstawieniu im mangi jako medium, jak i w procesie kształtowania ich gustu (zarówno tego co lubią, jak i tego czego nie). Kiedy zapowiedziano remake, bardziej wierny mangowemu pierwowzorowi – powiem szczerze, byłem sceptyczny. Po pierwsze, minął kawał czasu- podobne projekty często nie kończą się najlepiej: i to zarówno artystycznie, jak i biznesowo (vide: Dragon Ball Kai).

Przyznaje, że bardzo pobieżnie śledziłem wszystkie newsy. To znaczy, docierały do mnie. Zazwyczaj za sprawą znajomych na facebooku, postujących nowe grafiki czy plotki i… tym tylko bardziej budowałem dystans. Nowy styl graficzny wydawał się wyglądać okropnie, a przedwcześnie upubliczniona transformacji bohaterki w Magical Girl śmierdziała paskudnym CGI w stylu gier z późnego PS2. Ba, sam pomysł wydawał mi się początkiem podobnej indolencji rynku, jaką przeżywamy dzisiaj w Hollywood, gdzie wszystko musi być adaptacją, ekranizacją, remake’m albo rebootem. Zatem – zapowiadało się okropnie.

No, ale od samego początku – Jeśli ostatnie kilkadziesiąt lat spędziłeś zamrożony na biegunie północnym: Sailor Moon to manga (tj. japoński komiks), prominentny przedstawiciel gatunku mahou shojo (magical girl). W tej niszy, historie zazwyczaj opowiadają o dziewczynce (lub grupce dziewczynek), która po poznaniu magicznego kotka/chomika/misia/pluszaka zyskuje supermoce i staje do walki w walce do dobro, miłość i sprawiedliwość.

Pod wieloma względami, mahou shojo jest podobne do gatunku superbohatera – dzieli z nim wiele klisz takich jak tajna osobowość, obligatoryjna walka ze złem (tutaj bardziej z mistyczno-czarodziejskiejmi przeciwnikami aniżeli z przestępczością), no i kostium. I choć nie jestem fanem gatunku jako takiego (większość idzie dokładnie wedle podanego schematu, bez wychodzenia poza bezpieczną strefę choćby o milimetr), kilka tytułów przyciągnęło moją uwagę – jak choćby naprawdę świetna Madoka. Główna bohaterka Sailor Moon to Usagi, czternastoletnia dziewczynka, która po poznaniu magicznego kota imieniem Luna zmienia się w Czarodziejkę z Księżyca. Wkrótce jej koleżanki przyjmują rolę czarodziejek z innych ciał niebieskich, a przed nami długa epopeja o losie wszechświata, licealne romanse i inne takie: reinkarnacje starożytnych kosmicznych księżniczek, władcy ciemności i wszystkie inne tropy fantasy i science fiction, o jakich tylko możesz pomyśleć; zmieszane i poplątane ze sobą jak spaghetti. Dokładne streszczanie fabuły nie ma większego sensu, odkąd – albo ją już znasz, albo tak naprawdę Cię nie obchodzi.

Głównym źródłem nostalgii jest jednak klasyczne anime. Do dziś jestem pod wrażeniem, jak wpakowali tej postaci grzywkę w serduszko.

Głównym źródłem nostalgii jest jednak klasyczne anime. Do dziś jestem pod wrażeniem, jak wpakowali tej postaci grzywkę w serduszko.

Kilka dni temu mieliśmy premierę pierwszego odcinka nowej serii. Jej przetrwanie zależy nie tyle od powodzenia pierwszego odcinka (to jest niemal pewne), ale ilu z tych pierwotnych widzów zostanie na dłużej. Ogromna nostalgia związana z pierwszą częścią jest w stanie utrzymać anime przez jakiś czas, ale nie jest w stanie zafundować całego sezonu (ani następnych).

I jest dobrze. Nowy styl graficzny daje anime wystarczająco swojego własnego charakteru. Niestety, animacja jest okropna – w kilku miejscach bije po oczach mała ilość klatek na sekundę. Sytuacji nie pomaga super-płynna animacja komputerowa kontrastująca z drętwymi ruchami wszystkiego innego. Na szczęście, nie ma jej tak dużo – można ją dostrzec zaledwie w kilku miejscach (ale kiedy się pojawia, naprawdę przeszkadza). Kompozycja większości kadrów skoncentrowana jest na animowaniu jak najmniejszej części ekranu, przynajmniej, a w kilku scenach przybiera prawie formę podobną do wczesnych animacji Hanny Barbery. Zastosowany jest nawet podobny trick – Włosy Usagi odwalają całą robotę tworząc dynamikę, której normalnie spodziewałbyś się po ruchach ciała.

Jestem w stanie zrozumieć stosunkowo niski budżet nowej serii. Ponownie, klasyczna fanbaza Sailor Moon może nie wystarczyć na ufundowanie całości serialu. Na tyle, na ile jestem w stanie powiedzieć, anime faktycznie stara się sięgać do swoich korzeni. Scenariusz to dokładnie to, czego mógłbyś się spodziewać. Niestety, postacie często gadają do siebie, tłumacząc publiczności co właśnie czują i myślą. To wada, bo takie rzeczy powinny wynikać ze sceny albo ekspresji twarzy bohatera.

Małe porównanie. Od Lewej: stara seria, manga, nowa seria anime.

Małe porównanie. Od Lewej: stara seria, manga, nowa seria anime.

Jedno podobało mi się w stu procentach – anime zachowuje swój klasyczny humor i niewinność. Na szczęście, Japończycy nie przejęli jeszcze tendencji do robienia mrocznej i smutnej przeróbki klasycznych historii. Sailor Moon Crystal nie stara się w żaden sposób czynić się bardziej dorosłym ani dojrzałym tytułem. To ta sama seria, którą ludzie znają i kochają. I dobrze. Koniec końców, mocno trzymam kciuki za reboot Sailor Moon – być może nie jest to coś dla mnie, ale cieszy mnie szacunek i miłość oddana oryginałowi, który pomógł i mi ukształtować moje własne gusta i przedstawił mi to medium.

. . : Adam Antolski

Podziel się tym postem:
  • Wojciech Olczyk

    Opening i transformacja jest jednak najlepsza z tego wszystkiego narazie…

  • Złoty Pstryk

    Nie ma co porównywać Dragon Ball Kai z Sailor Moon Crystal. Dragon Ball Kai został zrealizowany całkiem inaczej – nie rysowali go od nowa. Gdyby tak zrobili z kreską z ostatniego bonusowego odcinka, byłby o niebo lepszy. A co do Sailorek, to całkiem zgrabnie to zrobili.

  • Helena Smołka

    Ogólnie w kwestii nowego Sailor Moon całkowicie zgadzam się z autorką tego artykułu – http://moe-alternative.net/?p=8542
    Nie wiem, czy czytałeś mangę/obejrzałeś stare anime w całości,ale nie winię Cię, jeśli nie, bo 1. jesteś facetem 2. stare anime niestety umiało do siebie zniechęcić swoją powtarzalnością. Za wszystkim kryła się jednak dosyć rozbudowana epopeja, o czym zresztą wspomniałeś. I wydaje mi się,że w anime historia mimo wszystko została nieco lepiej rozwiązana, obawiam się,że jeśli będą ściśle trzymać się mangi to historia może wydać się jeszcze słabsza niż była w oryginale. W SM z lat 90. było dużo humoru, w nowej wersji bardzo brakuje mi typowych min Usagi i ogólnie dynamiki, wszystko jest trochę zbyt uładzone. Autorzy starego anime potrafili nieco mocniej rozbudować charaktery poszczególnych postaci, podczas gdy manga była pod tym względem zdecydowanie słabsza i czasami nieco poważniejsza (o do smutnych przeróbek – możliwe, że częściowo właśnie to nas czeka, biorąc pod uwagę, że manga miewała swoje mroczne momenty, które w anime uładzono).

    Kresce, mimo iż starano się, by była wierna mandze, brakuje tego czegoś, czegoś z charakterem. Kwestię CGI pominę milczeniem (chociaż nie jest AŻ TAK tragiczne)

  • Zuzanna Patkowska

    No cóż – wprawdzie byłam jedną z tych dziewczynek, które oglądały Czarodziejkę z Księżyca raczej regularnie… ale po jakimś czasie przestała mnie ona bawić. Więc remake mnie raczej nie interesował. Aczkolwiek kilka moich znajomych wspominały tu i tam o tym, że ma być jakiś remake i też narzekały na animację.