Już nigdy nie będzie kolejnego Shenmue | UncleMroowa

Już nigdy nie będzie kolejnego Shenmue


Shenmue nigdy nie powróci. A przynajmniej nie powróci w takiej formie, która nie byłaby największym rozczarowaniem dla fanów jakie jest tylko możliwe.

Shenmue było unikalną grą, łączącą w sobie elementy bijatyki, przygodówki, RPG i historie znane z kina azjatyckiego

Shenmue było unikalną grą, łączącą w sobie elementy bijatyki, przygodówki, RPG i historie znane z kina azjatyckiego

Ilekroć jest jakakolwiek konferencja jednego z poducentów konsol (lub Nintendo Direct), zdarza mi się słyszeć odległy lament. Przynajmniej raz na rok, jeden z większych serwisów dla graczy wypuszcza newsa o Shenmue 3, który wkróce (oczywiście) okazuje się być niczym niesprawdzoną plotką. Jedno muszę przyznać, fani tej serii mieli najgorzej: Fani Duke’a Nukem już mieli szansę się rozczarować i przekonać, że sequele z dziesięcioletnim stażem prawdopodobnie nie sa najlepszym pomysłem; fani Fallouta dostali f3, które na stale podzieliło fanbazę. Zaś fani Shenmue gówno dostali, a ich żal i desperacja są już więcej niż smutne. I… tak, częściowo mówię także o sobie.

Saga życia Yu Suzuki jest (przez wielu, nie przeze mnie) uważana za jedną z najbardziej wpływowych i ważnych pozycji w nowszej historii gier wideo. Wiele konceptów i rozwiązań było rozwijanych przez innych. Przez to, że elementy Shenmue stały się obecne wszędzie – dziś, pierwsza gra w serii wydaje się mocno archaiczna. Ale i tak, mitologia i fabuła urzekają kolejnych graczy, którzy decydują się wydać całkiem spore pieniądze na kupno DreamCasta i dwóch, coraz rzadziej spotykanych wydań fizycznych – albo ściągnąć grę z torrentów i grać na emulatorze, bo pomimo swojej ogromnej popularności, statusu gry kultowej i zaskakująco wiernej bazy fanów, Shenmue nigdy nie doczekało się jakiegokolwiek wznowienia (port na pierwszyego Xboxa ciężko takim nazwać).

Czy wszyscy znają już tę historię? Sega szukała Killer App dla swojego Saturna i Yu Suzuki wydawał się odpowiednią osobą do tego, żeby jej dostarczyć. Jego ambitny projekt miał sprawić, że opowiadanie historii w grach wzniesie się na zupełnie nowy poziom. Ale często, jak to z rewolucyjnymi pomysłami bywa – zwyczajnie brakowało czasu na ukończenie całości. Projekt opóźniał się i opóźniał, a to z kolei zmusiło Segę do wyjątkowo desperackiego kroku. Gra została przeniesiona na konsolę następnej generacji, Dreamcasta. To z kolei, oznaczało napisanie wszystkiego zupełnie od nowa, nie korzystając niemal w ogóle z oryginalnego kodu. Kolejne pieniądze, kolejne miesiące ciężkiej pracy. Coś, co pierwotnie miało być jedną grą, zostało podzielone na trylogię. Pierwsza część ujrzała światło dzienne dwudziestego grudnia 1999, z budżetem wynoszącym 47 milionów dolarów. Koszt wydania obydwu części niedokończonej trylogii wyniósł w końcu 70 milionów. Te cyfry należy traktować poważnie; rosnąca inflacja sprawiła, że są one odpowiednikiem 100 milionów dolarów wydanych dzisiaj. Dreamcast nigdy nie posiadał wystarczającej bazy użytkowników, żeby spłacić koszta tego typu.

Ale czas robi swoje, i to co było świeże i niezwykłe dziesięć lat temu - dziś już nie jest.

Ale czas robi swoje, i to co było świeże i niezwykłe dziesięć lat temu – dziś już nie jest.

Ale nie o to chodziło. Shenmue miał być Killer App – grą, która sprzedaje konsole. Jest kilka powodów ku temu, dlaczego tak się nie stało. Po pierwsze, Shenmue było grą bardzo innowacyjna, co wiąże się z pewnym ryzykiem. Jeśli Twój przełomowy tytuł wyjdzie w odpowiedniej chwili, przy dobrym układzie planet i słońc – ludzie zrobią wszystko, żeby go dostać, a pieniądze same zaczną spadać z nieba. Ale niestety, nie zawsze tak się dzieje. Przełomowy tytuł oznacza wybicie gracza z jego strefy komfortu, zmuszenie go do zaakceptowania czegoś, czego zna. Dodatkowo, Shenmue to gra bardzo powolna, wymagająca specyficznego gustu, żeby ją w pełni docenić. Pierwszy tytuł w serii był ekwiwalentem zaledwie pierwszego rozdziału pierwotnej gry z Saturna, ale został rozciągnięty na długość pełnej produkcji. Shenmue II poprawił ten błąd, ale szkoda już została dokonana. Na tym etapie, DreamCast umieral, a Sega musiała przebranżować się na wydawce gier na wszystkie konsole. Wkrótce, i ona ogłosiła bankructwo, a wykupiona przez korporację Sammy zmieniła się nie do poznania. Dzisiejsza Sega nie ma niemal nic wspólnego ze swoim poprzednikiem i z wyjątkiem garści developerów, którzy wciąż się kręcą tu i tak (głównie przy Sonicach) – ciężko mówić tutaj o prawdziwej ciągłości.

Oczywiście, Shenmue doczekał się setki pozytywnych recenzji i stał się jedną z tych gier- legend. Niezbyt dużo ludzi w nią grało, ale wszyscy gdzieśtam o niej słyszeli. Każdego roku, Sega otrzymuje tysiące listów i sygnałów od fanów, żeby wreszcie wydać część trzecią i jak na razie, nic w tym temacie się nie wydarzyło. Nie wygląda też na to, zeby cokolwiek zmieniło się w tym temacie. Projekt Yu Suzuki był innowacyjny i świeży na przełomie wieków, ale teraz, po pietnastu latach od premiery, rozwiązania gameplayowe czy fabularne raczej nie wzbudzają jakiejś szczególnej ekscytacji. Sega na pewno nie chciałaby robić całej sagi ponownie od zera, biorąc pod uwagę ile hajsu już zatopili i ile na tym projekcie stracili. De facto, w ogóle nie chce słyszeć o tym. Gra doczekała się kilku duchowych kontynuatorów, przede wszystkim serię Yakuza… która również jest ostro olewana przez Segę.

Ten żart z Sonic and Sega All-Star Racing: Transformed to najbliższe, co fani Shenmue dostali do zapowiedzi trzeciej gry.

Ten żart z Sonic and Sega All-Star Racing: Transformed to najbliższe, co fani Shenmue dostali do zapowiedzi trzeciej gry.

Ostatnia nadzieję fani pokładają u największych producentów konsol – Sony, Microsoft lub Nintendo. Tylko oni dysponowaliby odpowiednimi pieniędzmi, które móc sfinansować całą produkcję gry i tylko oni mogliby cokolwiek na tym potencjalnie zyskać – wyłączność. Jednakże, rozczarowująca sprzedaż wszystkich wydań Shenmue i Shenmue II nie dają wielkich nadziei. Skoro ludzie nie byli podescytowani tym tytułem piętnaście lat temu, ciężko sobie wyobrazić, żeby nowe pokolenie graczy nagle pokochałoby misję Ryu. Minęło zbyt wiele czasu.

Ciężko mi sobie wyobrazić jak właściwie miałoby wyglądać Shenmue III. Gra jest bardzo mocno napędzana przez fabułę, zatem pojawia się konieczność jakiegoś streszczenia czy wznowienia. Nie ma siły, żeby ktokolwiek pozwolił wyobraźni i wizji Yu Suzukiego rozwinąć skrzydła, zatem nici z jakiejś masywnej rozbudowy mechaniki gry. De facto, nie jest przecież nigdzie powiedziane, że mistrz musiałby pracować nad tą grą. Lata mijają i koniec końców, ten starszy Pan mógłby być sprowadzony do roli konsultanta. To jego autorski projekt, ale prawa nie należą do niego. Wypełniacze czasowe, dzięki którymi Shenmue zasłynęło, takie jak codzienne chodzenie do pracy, włażenie do sklepu czy szukanie marynarzy po wsi (sic!) było nudne i męczące już w czasach swojej pierwotnej premiery, a dzisiejsi gracze zwyczajnie by na to nie poszli. Dodatkowo, oczekiwania fanów, skumulowane przez te wszystkie lata są tak wysokie, że nieważne jak dobry byłby efekt końcowy – byłby on rozczarowaniem. Przez jakiś czas, były nawet plotki, że Yu Suzuki może sfinansować cały projekt przez crowdfunding. Mało prawdopodobne: nawet przy tak wiernej bazie fanów nie udałoby sie uzyskac budżetu nad którym kiedyś pracował. Pomijając to, wszystkie prawa autorskie wciąż należą do Segi, która na taki rodzaj finansowania może się zwyczajnie nie zgodzić.

Jak zatem skończy Shenmue III? Ponownie – jeśli kiedykolwiek któryś z wielkich graczy (jak Nintendo czy ktoś) będzie zainteresowany sfinansowaniem tytułu za wyłączność, na pewno będzie ingerować w wygląd, gameplay i fabułę. To nie będzie to samo Shenmue, na które fani wciąż czekają. Jeśli zaś nie; prędzej czy później, Yu Suzuki w końcu ujawni wszystko, co miał przygotowane dla tej gry. Ktoś zrobi fanowską rekonstrukcje tego, jak jego zdaniem Shenmue III mogłoby wyglądać. Ten projekt będzie popularny wśród fanów. Świat zapomni.

. . : Adam Antolski

Podziel się tym postem:
  • Wojciech Olczyk

    :(

  • Zuzanna Patkowska

    Mam znajomą, która czeka już od kilku lat na trzecią część Jazza Jackrabbita i często opowiada o tym, że dawni programiści chcieli zrobić swoją własną, niezależną wersję gry, ale firma Epic ma do tytułu prawa i im zabrania. Czyli wychodzi na to, że ani sami nie wydadzą tej gry, ani nie pozwolą zrobić temu nikomu innemu.
    Mam nadzieję, że jednak doczekasz się tego Shenmue 3. I że nie będzie ssało.

  • Rewol

    A ja powiem, że chętnie bym zobaczył reedycje dwóch pierwszych odsłon (nawet z ich problemami, dodawały by one uroku tytułowi) lub jakąś nową cześć, reboot lub kontynuację. Pewnie, prawie na pewno podzieliłby fandom (bo wizja nigdy nie będzie idealna, bo rynek, bo twórca widział to inaczej niż fani, bo technologia, bo nostalgia itp.), ale zawsze byłaby chociaż szansa, że gra kogoś wciągnie do świata Shenmue. A to już lepiej niż nic.

  • Patryk Głażewski

    Archaizmy bądź nie, licze że przynajmniej kiedyś uda mi się zagrać w to co jest. Swoją drogą przykro się czyta, że szanse są właściwie niemożliwe, gdy tyle się o tej grze czytało przez lata.